W oczekiwaniu na przesyłkę
Był typowy jesienny dzień. Budzisz się rano – ciemno. Wychodzisz z pracy – ciemno. Obowiązkowo wiatr, deszcz, nogawki spodni ubrudzone wodą z kałuży. Zbliżając się do paczkomatu umiejscowionego przy pobliskiej Biedronce, zmarzniętą ręką sięgam do kieszeni po telefon. Wyszukując w skrzynce odbiorczej wiadomości z kodem otwarcia, zastanawiam się, czy dziś uda mi się pobić mój własny rekord szybkości odbioru paczki z metalowej skrzynki InPosta – imponujące 34 sekundy.
Odgłos otwierających się drzwiczek zwiastuje pierwsze, drobne, rozczarowanie. Pudełko z maszynką zostało zapakowane jedynie w reklamówkę. Niby nic wielkiego, urządzenie na szczęście nie okazało się uszkodzone, jednak samo opakowanie było już w średnim stanie. Mimo małej szkodliwości społecznej czynu, symboliczny minusik dla sklepu.

Niemniej, mogłem spokojnie wrócić do domu i zacząć zabawę z nowym gadżetem. Jako że sam bez zarostu nigdzie się nie ruszam, funkcjonalność maszynki jest dla mnie bardzo ważna. Krótko mówiąc, dumnie podkreślane przez producenta „8 w 1” nie traktuję jedynie jak pustego sloganu. Ilość nasadek rzeczywiście ma znaczenie.
Podstawowe informacje
Na początek, krótkie zestawienie podstawowych funkcji oraz elementów zestawu trymera:
- 5 zwykłych nasadek i 3 nasadki grzebieniowe
- 18 zbudowanych ustawień długości strzyżenia
- Automatyczne napięcie 100-240 V
- Czas pracy 50 minut
- Pełne ładowanie w ciągu godziny
- Możliwość mycia w wodzie
- Przycisk turbo zapewniający większą wydajność
Pierwsze wrażenie
Maszynka jest ładnie wykonana. Mieszanka czerni ze srebrem prezentuje się elegancko, choć samo urządzenie wydaje się delikatne. Wybaczycie mi jednak, że nie testowałem jego wytrzymałości rzucaniem po ścianach.

Sam trymer, jak i wszelkie dodatkowe wyposażenie, zostało ładnie umieszczone na plastikowej podkładce. Zachowanie jej wydaje się dobrym pomysłem – wygodnie w ten sposób przechowywać wszystko w jednym miejscu. W zestawie znalazło się jednak miejsce także dla specjalnego etui, które stanowi tutaj pewną alternatywę. Także jak komu wygodniej. Minus to brak podstawki, na której można by postawić maszynkę w pozycji stojącej. Mój poprzedni model, również Philipsa, takową posiadał i było to w moim odczuciu lepsze rozwiązanie. Niemniej jest to detal.

Wyposażenie i funkcje
Wspomniałem o nasadkach oraz grzebykach – jest ich w sumie aż osiem. Mamy więc nasadki do przycinania zarostu na szyi i bokobrodów, modelowania koziej bródki, wyrównywania brwi czy precyzyjnego golenia małych obszarów. Bardzo ważnym elementem zestawu, przynajmniej dla mnie, jest ta ostatnia nasadka. Dzięki niej bowiem możemy już przycięty zarost wyrównać praktycznie do zera. Jeśli więc rośnie wam np. nierówny, młodzieńczy wąsik, to nie musicie się posuwać do jednorazówek z żyletkami.
Grzebienie mają bardzo szeroki zakres ustawiania długości. W przypadku zarostu, jest to 1-18 mm. Dla włosów – 3-20. Poradzimy sobie więc zarówno, jeśli preferujemy gładką skórę twarzy, jak również, gdy stawiamy na kilkudniowy zarost.

Osobiście nie miałem jeszcze okazji przetestować wszystkich nasadek oraz grzebieni. Niemniej te, których używałem, działały bez zarzutu. W internecie natrafiłem na opinię, że maszynka działa głośno. Cóż, przypuszczam, że wszystko zależy od punktu odniesienia. Poprzednio również miałem model Philipsa. Być może produkty innych marek działają ciszej. Mogę jednak powiedzieć, że dla mnie poziom głośności nie jest uciążliwy. Jeśli tolerujecie odgłos wydawany przez szczoteczkę elektryczną, to z maszynką również nie powinno być problemu. Sąsiadów nie obudzicie.
Pewnym minusem jest dla mnie wygoda użytkowania. Regulowanie długości nie działa do końca płynnie. Wymiana nasadek również potrafi być irytująca, trzeba bowiem odpowiednio trafić i „wkręcić”. W dodatku, włącznik znajduje się w takim miejscu, iż można przez przypadek go wcisnąć podczas użytkowania. Warto tutaj wspomnieć o dodatkowym przyciski z funkcją turbo, która rzekomo ma skuteczniej przycinać gęste włoski. Trudno mi ocenić, ponieważ nie miałem potrzeby testowania tej opcji.

Ogólnie rzecz biorąc, nie są to poważne minusy. W każdym razie, nie powinny stanowić decydującego argumentu przeciwko zakupowi urządzenia. Sądzę, że wielu z was w ogóle nie zwróciłaby na te elementy uwagi.
Maszynkę ładujemy godzinę, po czym bezprzewodowo możemy z niej korzystać przez 50 minut. Dużym plusem jest wskaźnik ładowania – dzięki czemu nie dostaniemy przykrej niespodzianki w postaci nagłego rozładowania urządzenia godzinę przed ważnym spotkaniem.
Na koniec warto wspomnieć także o tym, że maszynka – jak zapewnia producent – jest wodoodporna, a nasadki można czyścić pod kranem. Przyznam bez bicia, że nie miałem odwagi przetestować, choć opcja ta powinna się przydać, biorąc pod uwagę, że w nasadkach łatwo zbierają się włosy, których pozbycie się jest dość uciążliwe.

Werdykt
Podsumowując, pierwsze wrażenia z użytkowania maszynki Philips QG3371/16 są jak najbardziej pozytywne. Urządzenie wydaje się być w sam raz dla osób, które zwracają uwagę na funkcjonalność trymera, różne opcje długości strzyżenia oraz design produktu. Model Philipsa ma również liczne plusy w kwestii użytkowania - zwłaszcza szybkie ładowanie. Kilka drobnych praktycznych minusów nie powinno przesadnie zniechęcić do zakupu.
Przeczytaj także:
-
2 największe buble zakupowe ostatnich miesięcy- moje opinie
Kiedy robimy zakupy czasem zdarza nam się kupić rzecz, która kompletnie się nie sprawdza lub okazuje się totalnym bublem. Zawsze staram się kupować rzeczy...
-
Elektryczna ostrzałka do noży BASS Polska- test urządzenia
Elektryczna ostrzałka do noży firmy BASS Polska to produkt, który ostatnio wpadł w moje ręce. Ostre noże to podstawa sprawnego krojenia i tym samym...
